Autor Wątek: Blade Runner 2049  (Przeczytany 168 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Ribald

  • Moderatorzy
  • Asesor
  • *
  • Wiadomości: 9 939
Blade Runner 2049
« dnia: Październik 12, 2017, 11:12:48 pm »
Myślę, że gdzie jak gdzie, ale na Gildii Blade Runner powinien mieć swój wątek ;]





Bardzo dobry film i udana próba zmierzenia się z legendą pierwowzoru - choć nie bez wad i z zastrzeżeniem, że odbiór będzie zależny od oczekiwań które się miało przed seansem. Parę myśli nieuczesanych zanim pójdę śnić o elektrycznych owcach:


1) Nie jest to film dla wielbicieli futurystycznego łubu-dubu, akcja przez większość czasu rozwija się raczej leniwie (o tym jeszcze później), co chyba niestety znajduje odzwierciedlenie w kiepskim wyniku kasowym z pierwszych dni wyświetlania. Dla kontrastu, również widzowie, którzy oczekiwali powiedzenia czegoś nowego i świeżego w temacie (nie)ludzkości androidów i androidowości ludzi też mogą poczuć się rozczarowani. Pytanie czy w ogóle dało się powiedzieć coś nowego po fenomenalnej ostatniej wspólnej scenie Harrisona Forda i Rutgera Hauera sprzed 35 lat?


2) No dobrze, jeśli trudno było dodać cokolwiek nowego, to czy warto w ogóle robić film z pobudek innych niż komercyjne? Po seansie moja odpowiedź jest twierdząca. Skoro jako ludzkość opowiadamy sobie wciąż od nowa te same historie, to liczy się elegancja tej konkretnej opowieści - a tej w wielu wymiarach filmowi nie brak.
Przede wszystkim artystyczna wizja przyszłości. Samemu będąc daleki od jakichkolwiek talentów w tej materii, nie mogłem nie docenić tego jak wizualnie nowy Blade Runner jest zrobiony. Czuć inspiracje klimatem pierwowzoru, a dzięki wykorzystaniu zdobyczy współczesnej techniki mamy możliwość podziwiania naprawdę zapierających dech pejzaży. Tak przedstawiających Los Angeles za trzy dekady, jak i ukazujących pozostałości ludzkiej cywilizacji poza miastem. Te ostatnie jako żywo przywołujące na myśl niektóre płótna Salvadora Dali.
Przedstawiona wizja w żadnym razie nie jest cukierkowa ani optymistyczna. Ziemia jest tu miejscem średnio zachęcającym do bytowania, a całe życie toczy się raczej z przyzwyczajenia, niż niesione szczególnym natchnieniem. Być może inaczej jest we wspominanych wielokrotnie (również w 2019 roku) koloniach, ale one składają bardzo różne obietnice. 
Mottem "Obcego" było to, że w kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku. Blade Runner pokazuje, że tak samo niesłyszalny jest na własnej planecie, a samotność bywa tu o wiele bardziej dojmująca. Zwłaszcza gdy próbuje się ją zatuszować metodami, w które samemu się niespecjalnie wierzy.


3) Muzyka buduje klimat na równi z obrazem. Jest inna niż ta autorstwa Ewangelosa Odyseusza z pierwowzoru, ale słuchało się z równą przyjemnością. A czasem i nie słuchało, bo twórcy nie uparli się, że ma wypełniać sobą każdą scenę. Cisza w wielu momentach brzmiała co najmniej równie dobrze.


4) Jest grane! Niemal wszystkie role zostały dobrze obsadzone. I nie mówię tu tylko o głównych bohaterach (z naciskiem na Goslinga jeśli chodzi o ilość czasu na ekranie), ale też postaciach którzy pojawiają się na ekranie ledwie na parę minut. Świetny jest w otwierającej scenie Dave Bautista, znakomita Robin Wright (pierwsza dama z "House of Cards") jako porucznik Joshi, urocza Ana de Armas w roli...nietypowej :) Każde z nich daje filmowi więcej niż wskazywałyby drugo- czy trzecioplanowe charaktery ich ról. Trochę mniej przekonują antagoniści, ale ma to związek z następnym punktem. No i żaden z nich nie jest Rutgerem Hauerem :)


5) Film ma niestety pewne problemy z narracją. Mimo tego, że "nowa fabuła" jest wciągająca, to widz (przynajmniej niżej podpisany) ma jednak w odbiorze coś podobnego jak przy VII epizodzie SW (zresztą paralel, momentami zabawnych, jest więcej) - wszystko fajnie, ale...kiedy będzie Han So.., przepraszam, Rick Deckard? A gdy się wreszcie pojawia, to pominąwszy piękną, nastrojową sekwencję w miejscu, w którym następuje spotkanie, akcja ze wspominanego "lenistwa" gwałtownie skręca w stronę "jeśli zrobimy film trwający ponad 3 godziny, to kto go obejrzy?". Uproszczenia, nie(do końca)wykorzystane wątki, pewne niekonsekwencje fabularne i trochę przygotowanie pod ew. trzecią część.


6) Bardzo ładnie twórcy grają z pierwowzorem, z jednej strony oddając cesarzowi co cesarskie i wywołując uśmiech u widza, z drugiej nie wpadając w pułapkę, której niestety nie uniknęli twórcy "Przebudzenia mocy" - nie ma tu przypadków okładania widza po głowie łopatą przez przemycanie ogranego już schematu w nowych szatach.
Co zaś jeszcze odnośnie nawiązań - znający serię "Fallout" uśmiechną się na pewno w trakcie seansu :)


7) Największa zagadka fabuły pierwowzoru pozostała nierozwiązana. I dobrze :)
mam swoje zdanie, z którym się nigdy nie zgadzam