Autor Wątek: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów  (Przeczytany 32380 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline LordDisneyland

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 245
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #195 dnia: Sierpień 09, 2018, 03:57:01 pm »
Kłaniam się.
Dziwny był lipiec, oj dziwny. Plażowanie nie sprzyja komiksowaniu, zakupy też miałem utrudnione, ech...żyzń.
Pierwsze dni miesiąca to jeszcze londyńskie zakupy, ale potem przybyło bardzo niewiele- raptem 6 komiksów. Przeczytałem też mało - w lipcu zajmowały mnie głównie  powieści i literatura faktu. Komiksów było osiem. Aż wstyd :)
No to cyk...

1-Najlepszy komiks zakupiony-
No tak.... wahałem się, czy polska edycja pierwszej księgi Northlanders, czy kolejna edycja gaimanowskich "Pań łaskawych". To był pierwszy zakupiony przeze mnie tpb Sandmana, wcześniej miałem tylko kilka zeszytówek i  "Kindly Ones" zawsze pozostanie mi w pamięci jako uczta czytelnicza- no i te rysunki Hempela, rewelacja. Ale właśnie- ponieważ kupuję to po raz kolejny, a i  opowieści anglosaskie Wooda już znałem... tytuł gołs tu "The Spirit" vol2 , sygnowany nazwiskiem D.Cooke'a, choć najlepsza opowieść w zbiorze jest autorstwa Kyle'a Bakera.
Świetna lektura, wielce klimatyczna, pełna humoru, widać także, że autorzy znakomicie bawią się tworząc historie oparte w sumie na jednym , klasycznym schemacie. Niestety, nie znam oryginalnego. eisnerowskiego komiksu, to trzeba będzie nadrobić.

2-Najlepszy komiks przeczytany - "Manifest Destiny- vol1: Flora & Fauna"
Oj, mam nadzieję, że NSC zainteresują się tą serią Image, jest po prostu dobra. Podczas lektury non stop nachodziły mnie myśli o znacznym podobieństwie do "Terroru" D.Simmonsa. Mamy i historyczną wyprawę, i ekipę odkrywców, w skład której wchodzą także podejrzane indywidua, są też nadprzyrodzone stworzenia...a wszystko to składa się na znakomitą opowieść podróżniczą z nutką tajemniczości i całkiem sporym ładunkiem grozy. Świetny tomik, polecam robotę Dingessa i Robertsa- choć ten z paroma kadrami nie do końca moim zdaniem sobie poradził.

3-najgorszy komiks zakupiony- niespecjalnie podobał mi się Bendis i jego "Naprzód Avengers!". Ale wstęp do tomu  w zasadzie wyjaśnia, dlaczego nie jest to komiks dla mnie. No i Bagley...nie mam pewności, ale zachorzał chłop chyba na polchozę. Jeśli chodzi o sprzęt i wybuchy- jest świetny, ale rysowanie ludzi -zwłaszcza twarzy- wychodzi mu gorzej.
Na szczęście dużo tu wybuchów :)

4-najgorszy komiks przeczytany
"Staruszek Anderson". O, święty Tadeuszu Judo...
Nazwiska twórców przemilczę. Z miejsca sprezentowałem to arcydzieło  bibliotece. Rysunki są straszliwe, a sama opowieść mnie raczej nie poruszyła, bo czytałem podobnych [acz na dużo lepszym poziomie] sporo. Wtórne, nudne, źle narysowane.

5-najwieksze zaskoczenie - na plus i  na minus zarazem...''Kwintesencja" Janusza i Gawronkiewicza. Kupione za znikomą sumę i cieszy oko, ale po przekartkowaniu wydaje mi się, że mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią.

Niby mało komiksów, a rozpisałem się, że strach :D
Tyle ode mnie, do następnego.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 09, 2018, 04:06:04 pm wysłana przez LordDisneyland »

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 614
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #196 dnia: Sierpień 11, 2018, 10:29:50 am »
  Lipiec miesiąc urlopowy, sporo wolnego więc udało się nieco zaległości nadrobić. Jak obiecałem żadnych kalesoniarzy. Nie przedłużając:


1. Najlepszy:
    "Torpedo 1936" Enrique Abuli, Jordi Bernet. Cóż mogę powiedzieć z uwagi, że bardzo lubię takie gangsterskie klimaty i czytając bardzo pozytywne opinie na forum miałem bardzo wysokie wymagania co do tego tytułu i cóż, rzeczywistość przerosła moje oczekiwania, komiks jest wprost re-we-la-cyj-ny. Ukazane mamy w nim perypetie włoskiego płatnego mordercy Luki Torelli aka Torpedo i jego wiernego pomagiera Rascala o podejrzanie polskim nazwisku. Czytając różnorakie recenzje spodziewałem się przygód cynicznego twardziela o głęboko skrywanym złotym sercu i nienaruszalnym "janosikowym" kodeksie moralnym , ale nic z tego Torelli wyznaje jedną wyraźną zasadę kto go wkurzy musi zginąć i nawet jeżeli zdarzają mu się jakieś szlachetniejsze uczynki to mamy wrażenie, że wszystko to zależne jest raczej od przypadku lub kaprysu protagonisty a tak na co dzień mamy do czynienia z socjopatycznym mordercą, nałogowym oszustem i seryjnym gwałcicielem, któremu jednak w jakiś przedziwny sposób trudno nie kibicować. Pomaga temu z pewnością olbrzymia dawka bardzo czarnego humoru (podczas lektury zaśmiałem się z kilkanaście razy na głos a to mi się bardzo rzadko zdarza przy filmach lub książkach) rozjaśniająca nieco ten w gruncie rzeczy ponury i smutny klimat ulicznego przedwojennego Nowego Jorku. Co do samego pochodzenia gatunkowego nie jest to jak tu jest powtórzone na forum a nawet co sam wydawca napisał powieść w klimacie noir a komiks zdecydowanie nawiązujący do tradycji międzywojennego kina gangsterskiego i pulpowych powieści z gatunku odwróconego "hard-boiled". Wczuciu się w groszowe powieści pomaga struktura albumu, na który składa się ponad 60 krótkich historyjek zajmujących od kilku do kilkunastu stron i raczej niepowiązanych ze sobą i wyraźnie skaczących w czasie, chociaż kilka postaci i wątków będzie powracać kilkukrotnie. Mi to osobiście jako wielkiemu miłośnikowi form krótkich niezwykle odpowiada a na dodatek pozwala czytelnikowi poznać całą gamę barwnych postaci i miejsc, a czego tam nie ma, Abouli sięgnął do absolutnie wszelakich korzeni i klisz gatunkowych, także na planszach zobaczymy uczciwych gliniarzy i skorumpowanych gliniarzy, femme fatales i uliczne dziwki, ćpunów, dilerów, mafiozów,  żydowskich paserów i czarnych muzyków jazzowych, transwestytów, kochających inaczej,karcianych szulerów i skompromitowanych polityków, ulicznych cwaniaków i ulicznych przygłupów, hazardzistów, naciągaczy, łazików, rekieterów i całą resztę szumowiny którą sprawiedliwie i po równo niczym starotestamentowy Jahwe będą dziurawić ze swoich tommygunów nasi dwaj bohaterowie. Poziom przemocy jest bardzo wysoki tak samo jak i poziom nasycenia seksem, Bernet radzi sobie świetnie zarówno z jednym jak i z drugim a lekko cartoonowe plansze w czerni i bieli naprawdę cieszą oko. Łyżka dziegciu w beczce miodu? Kilka scen podpadających pod dziecięcą pornografię, rozumiem że to miało dodać realizmu i pokazać "jak było wtedy", ale jak dla mnie niepotrzebnie zupełnie. Jakość wydania przez NSC, bardzo dobra, wynalazłem zdaje się jeden błąd ortograficzny, ale jak na te 700 stron to naprawdę niezły wynik. Na rzut oka ignoranta tłumaczenie (nie znam oryginału), najwyższej jakości gry słowne niezwykle udane a niektóre teksty i bon-moty sprawiają, że można zlecieć z krzesła, olbrzymi plus dla tłumacza (skądinąd "Qby" z SM zdaje się). Na koniec komiks miałem włożony w zamówienie w gildii, ale kupiłem go bezpośrednio w sklepie NSC podczas tej jednodniowej promocji - 50% a za "zaoszczędzone" pieniądze kupiłem screamowego Predatora, ergo wydałem na niego jedyne 75 złotych, ale po przeczytaniu stwierdziłem, że nawet jakbym wydał na niego pełne okładkowe 149 złotych to nie czułbym się pokrzywdzony. Także jeżeli lubisz Tarantino i Coenów, twórczość Paula Caina oraz  filmy z Cagneyem to "musisz mieć" to zbyt mało powiedziane. Póki co najlepszy komiks jaki przeczytałem w tym roku. Ocena 9+/10.

  Drugi najlepszy:
 "Sokrates półpies" Joann Sfar, Chritophe Blain. zawsze ciekawy byłem zwłaszcza po obejrzeniu animacji Kot Rabina komiksów wielce cenionego zdaje się Sfara, ale jakoś tak nigdy nie było sposobności do czasu ostatniej wyprzedaży WK na gildii, na której kupiłem rzeczony album za całych jedenaście złotych. W każdym razie popularnym słowem ostatnio jest słowo "dekonstrukcja". Moore dekonstruuje mit superbohaterski, Ellroy dekonstuuje czarny kryminał, Gra o Tron dekonstruuje fantasy, Sławomir dekonstruuje disco-polo a Sfar dekonstruuje...no cóż greckie mity. Bohaterem znanym z tytułu jest Sokrates pies towarzyszący swojemu panu Heraklesowi. Herakles jest synem Zeusa czyli pół bogiem a Sokrates synem psa Zeusa czyli półpsem jak sam twierdzi, a w drugiej połowie jest filozofem z zamiłowania, na szczęście jest psem gadającym, także bez problemu może się podzielić z postaciami drugoplanowymi i czytelnikiem wynikami swojego filozofowania. A ma po temu wiele okazji, Sfar mieli w swoim komiksie tematy kontaktów damsko-męskich, religii, duchowości i ogólnej kondycji człowieka z wielką wprawą i zależnie od wieku i doświadczeń czytelnika albo znajdziemy tam jakieś wielkie nieodkryte mądrości albo nic nowego nie ujrzymy i nawet jeżeli uznamy, że przeczytaliśmy wyłącznie banialuki i znane każdemu truizmy to podane są tak umiejętnie, odpowiednio doprawione dowcipem i ironią, że mamy ochotę cały czas na więcej. Album podzielony jest na trzy księgi, w każdej z nich obserwujemy Sokratesa starającego się "uczłowieczyć" swojego pana, w każdej osią fabuły jest inna postać znana z mitologii i w każdej nieustannie zobaczyć możemy prawdziwą orgię seksu i mordu oraz oczywiście filozofii uprawianej przez nieszczęsnego psa, którego wysiłki uczynienia z Heraklesa odpowiedzialnego, świadomego i przede wszystkim przydatnego społeczeństwu obywatela, regularnie spalają na panewce. Rysunki Blaina to dla mnie 11/10, kreskówkowy styl idealnie pasuje do bajkowo-mitologicznego klimatu a pocieszna mordka Sokratesa przyprawia o nieustanny uśmiech. Wielkie brawa dla kobiet rysowanych przez artystę są naprawdę bardzo "kobiece" jak na mój gust, przyjemnie się na nie patrzy, zdecydowanie dla mnie jedna z najmocniejszych stron tego komiksu. Autorzy bardzo przewrotnie podchodzą do tematu mitów, bawią się z czytelnikiem znającym klasyczne wersje tych historii, niejednokrotnie przewracając stronę łapałem się na mówieniu do samego siebie "coooo? no bez jaj" i śmiałem się z absurdalności (a czasem wbrew pierwszemu wrażeniu wręcz przeciwnie) różnorakich pomysłów. Jakość wydania przez Wydawnictwo Komiksowe bardzo wysoka, spory format, solidne wykonane, żadnych błędów ortograficznych, interpunkcyjnych czy nielogicznie złożonych zdań, aż mi głupio że tak dobrą pozycję kupiłem za 11 złotych. Podsumowując jest dowcipnie, kontrowersyjnie, pieprznie i niegłupio, polecam. Ocena 8+/10.


2. Zaskoczenie na plus:

   "Stwórca" Scott McCloud. Powinien wylądować w punkcie powyżej, miałem gdzieś kiedyś przez chwilę ten komiks na liście zakupowej, ale przeglądając przykładowe grafiki w internecie stwierdziłem "bleeee absolutnie nie dla mnie" (nie trawię mangi) i wyrzuciłem go jak sądziłem wtedy ostatecznie z rzeczonej listy. W każdym razie kompletując ostatnie zamówienie na gildii w czasie ostatniej wyprzedaży z racji ceny osiągającej wartość dwóch lepszych piw w knajpie ostatecznie postanowiłem dorzucić go do koszyka i absolutnie nie żałuję.  Historia tyczy się Davida Smitha jeszcze młodego, ale już pukającego do bram średniego wieku, który gdzieś kiedyś przez chwilę miał szansę zostać bożyszczem tłumów, ale ta chwila dawno minęła (powody są podane gdzieś pomiędzy), a teraz pozostało mu już tylko narzekanie na swój los, zaglądanie do kieliszka i czekanie na kolejną szansę która nigdy nie nadejdzie. Ale jak to czasem bywa zgodnie ze starą zasadą nigdy nie mów nigdy, David spotyka na swojej drodze personifikację Śmierci, która oferuje mu układ możliwość wyrzeźbienia czego się pragnie w jakimkolwiek materiale pod warunkiem tego, że dalsze życie bohatera będzie trwało 200 dni i ani dnia dłużej. Decyzja bohatera jest wiadoma inaczej komiks zamiast na pięćsetnej stronie skończyłby się na dwudziestej, w każdym razie można się domyśleć, że skutki tej decyzji nie będą łatwe do przetrawienia. Nasz bohater kompletna noga w dziedzinie stosunków kobieta-mężczyzna poznaje dziewczynę swoich (i nie tylko) marzeń, co jak można się domyślić komplikuje już i tak skomplikowaną sytuację. Streszczać fabuły nie ma sensu, ale autor tyka się wielu różnych naprawdę ciekawych tematów, o sztuce jako sztuce, o pasjach artystycznych i tym co je odróżnia od zwykłego szukania sławy i poklasku, o tym na ile sztuka jest wymienna na pieniądze a na ile pieniądze są wymienne na szczęście o dążeniu do nieśmiertelności, o miłości i wielu innych rzeczach. Przyjrzymy się środowisku nowojorskiej bohemy artystycznej a także reakcjom zwykłych ludzi na wyższą sztukę (?). Niektórym może przeszkadzać, że autor posługuje się stereotypowymi postaciami wszelkiej maści dziwaków i zgranymi motywami, ale jak na mnie ani razu nie przekracza granicy kiczu czy banału, żonglując kilkoma literackimi gatunkami od obyczajowego dramatu poprzez miejskie fantasy aż po komedię romantyczną. Od strony graficznej jak wcześniej wspomniałem z początku kręciłem nosem, ale bardzo szybko McCloud jako grafik mnie do swojego stylu przekonał, twarze są ekspresyjne nie ma problemu stwierdzić jaki kto ma teraz nastrój a już tła to prawdziwe arcydzieła, bogate w szczegóły, zwłaszcza sugestywne obrazy ulic NY, ciekawe operowanie światłocieniem oraz niebieskościami i szarościami, naprawdę fajna robota. Ładne wydanie przez WK w dosyć niespotykanym kieszonkowym formacie, co ciekawe to już 4 z 5 pozycji Wydawnictwa Komiksowego jakie czytałem, którą oceniam bardzo wysoko, chyba powinienem mocno zwrócić uwagę na ich komiksy. Ergo słodko-gorzka opowieść o ważnych dla człowieka rzeczach, nie nudząca, nie nadęta i bez wciskania tanich morałów, rewelacyjna praca autora, gdyby nie Torpedo byłaby żółta koszulka lidera. Ocena 9/10.

   Drugie zaskoczenie:
  "James Bond 07 - Warg" Warren Ellis, Jason Masters. Nie jestem może największym fanem Jamesa Bonda na świecie, ale kolekcja wszystkich filmów na Bluray oraz powieści Fleminga nakazywałaby powiedzieć że i nie najmniejszym, tak więc czy pozostało mi coś innego jak zapoznać się z komiksową wersją jego przygód? No nie, toteż sięgnąłem po komiks w wydaniu NSC nie spodziewając się żadnych cudów i zgodnie z oczekiwaniami wcale ich nie otrzymałem, ale przyzwoitą sensacyjną historyjkę już tak. Ellis sięga po klasyczne elementy bondowskiego świata, początek stanowi akcja nie wiążąca się z główną linią fabularną, wrogiem jest szalony naukowiec-milioner, agent popija sporo alkoholu (co prawda nie martini wstrząśnięte nie zmieszane, ale oryginalnie też tego nie pijał) słowem klasycznie niemalże, z jednym wyjątkiem nie ma po drodze żadnego romansu (oby to nie była jakaś próba "uwspółcześnienia" postaci), cieszy niezmiernie dosyć bliskie mocno flemingowskie podejście autora do Bonda, nie otrzymujemy kolejnej filmowej wariacji na temat agenta tylko postać mocno zbliżoną do oryginału, faceta jowialnego i sympatycznego wobec przyjaciół i znajomych oraz bezwzględnego i wyrachowanego zabójcy swoich przeciwników przy czym trudno stwierdzić, która z tych twarzy jest prawdziwa a która tylko maską, najbardziej przypominając pod względem charakteru Bonda wykreowanego przez Daniela Craiga (który z kolei z facjaty najbardziej przypomina siepacza KGB). Graficznie jest średnio ani źle ani dobrze, Masters ma czasem problem z uchwyceniem postaci w ruchu a czasem potrafi dać naprawdę udane plansze. Po raz kolejny cieszy klasyczny wizerunek 007, jako przystojniaka w stylu Bruce Waynea z blizną na twarzy, nieco młodszego z wyglądu niż oryginał. Ten komiks na dobrą sprawę ma jedną chociaż poważną wadę. Jest po prostu za krótki, zbyt skompresowany elementy szpiegowskie wyraźnie są poświęcone na rzecz akcji w celu ściśnięcia historii do paru zeszytów, na czym cierpi trochę historia sprowadzona nieco do akcji w stylu idzie sobie Bond ulicą a tu nagle jeb zza winkla w ryj dostaje. Także podsumowując spodziewałem się średniaka a dostałem niezłego sensacyjniaka z szacunkiem podchodzącego do legendy. A najbardziej cieszy jakże jamesbondowski napis na końcu "James Bond powróci w...Eidolon". Naciągane ale jednak 7/10.


3. Najgorszy przeczytany:
    "Oczy Kota" - Jodorowsky, Moebius. Nie wydaje mi się aby słowo "przeczytany" było tu odpowiednie. Zapewne nawet nie powinienem osadzać tutaj tej pozycji, ale po prostu poczułem się tym tytułem strollowany. Komiks składa się z kilkudziesięciu plansz z których co druga jest identyczna i przedstawia postać stojącą na tle okna a druga połowa składa się na historyjkę kota i orła w nieokreślonym postapokaliptycznym mieście z zakończeniem, które być może w/g autorów miało być zaskakujące i szokujące a które dla mnie nie było ani takie, ani takie. Komiks został stworzony jako darmowy i może gdybym dostał go za darmo to inaczej bym na niego patrzał, ale jako na produkt na który wydałem ciężko zarobione pieniądze to jestem bardziej niż niezadowolony, swoją drogą to dosyć ciekawy temat poruszony zresztą w wyżej opisanym "Stwórcy" ile pieniędzy jest potrzebne aby chłam stał się sztuką i na odwrót sztuka chłamem. Graficznie perełka jak to z reguły w przypadku Girauda, dzięki czemu przeglądnięcie albumu zajęło mi jakieś 10 minut a nie 2 jak by było w przypadku średniej klasy rysownika. Jakość wydania przez Bum Projekt bardzo zadowalająca, chociaż podobno format nieco zmniejszony w stosunku do oryginału. Nie wiem, może źle podszedłem do tematu? Próbowałem oglądać to bez jakichkolwiek prób interpretacji czy doszukiwania się sensu, podobnie jak w przypadku oglądania "no. 5", tyle że o ile w przypadku obrazu Pollocka wydaje mi się ono w przedziwny sposób fascynujące i magnetyczne o tyle w przypadku tego komiksu absolutnie nic nie odczułem. Widocznie nie dla mnie ezoteryczno-oniryczne doznania, których jakoby niektórzy obcujący z "Oczami" doznają. Może powinienem wzorem Szwejka usiąść na Vinohradach z parówką z musztardą w jednej ręce i kuflem piwa w drugiej i zastanowić się nad własnym brakiem wrażliwości artystycznej i powodami niedocenienia eksperymentu znanych i uznanych twórców? Albo rzucić to wszystko w cholerę i zamieszkać w Bieszczadach? E tam, walić to, niepodobało mi się i tyle, jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził. Najzupełniej subiektywne 3/10.

4. Zaskoczenie na minus
  "David Boring" Daniel Clowes. Kolejna pozycja znanego i cenionego autora z którym pierwszy raz się spotykam osobiście i kolejny zawód. Na kartach mamy przedstawioną historię tytułowego Davida, który urwawszy się z łańcucha swojej "potwornej matki" właśnie wchodzi w dorosłe życie zamieszkując w wielkim mieście wraz z przyjaciółką lesbijką z którą zna się od dziecka. Fabuła jest tak idiotyczna i niewiarygodna, że wprost słyszymy jak autor krzyczy nam do ucha "fabuła jest dla żartu no musi być, to że wątki pasują do siebie jak siodło do świni to zamierzony efekt!!!!skup się na uczuciach człowieku!!!!! NA UCZUCIACH!!!!!!". Jak na moje nie ma się nad czym skupiać, postacie są wykreowane bez polotu i obłożone bagażem wszelakich istniejących nerwic, sam David Boring jest chyba najbardziej odpychającą postacią jaką kiedykolwiek ujrzałem na kartach komiksów, facet wyraźnie postanowił zniszczyć wszystkie znajome osoby a później cały świat miażdżąc ich mózgi za pomocą swojej osobowości mątwy pospolitej. Napracować się zresztą dużo nie musi bo cała reszta ferajny jest równie odstręczająca jak i on sam na czele z jego największą miłością co do której ciężko wymyślić jakikolwiek powód dla którego mogłaby się ona komukolwiek spodobać ze swoją antypatyczną osobowością, zresztą miłość to w tym przypadku złe określenie do Boringa zdecydowanie bardziej pasuje słowo obsesja. Rysunkowo jest w porządku, te beznamiętne w swoich rysach twarze doskonale pasują do kręcących się po planszach ludzkich robotów, chociaż cały czas miałem wrażenie, że bardzo podobne rysunki już gdzieś widziałem a to moje pierwsze spotkanie z Clowesem. W podsumowaniu, nie wiem podobno autor jest doskonałym obserwatorem ludzkich zachowań, ja tego jakoś nie zauważyłem w przeciwieństwie powtarzających się fal depresji nacierających na mnie z każdej kartki, jak dla mnie to rzecz bardziej dla 15-letnich nihilistów niż dorosłej w pełni ukształtowanej osoby. Mnie ta przegadana i przenudzona lektura wymęczyła niemożebnie. Ocena 4/10.

Offline misiokles

  • Szafarz bracki
  • *****
  • Wiadomości: 3 344
  • Old spice.
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #197 dnia: Sierpień 11, 2018, 11:07:16 am »
postacie są (...) i obłożone bagażem wszelakich istniejących nerwic, sam David Boring jest chyba najbardziej odpychającą postacią jaką kiedykolwiek ujrzałem na kartach komiksów, facet wyraźnie postanowił zniszczyć wszystkie znajome osoby a później cały świat miażdżąc ich mózgi za pomocą swojej osobowości mątwy pospolitej. Napracować się zresztą dużo nie musi bo cała reszta ferajny jest równie odstręczająca jak i on sam na czele z jego największą miłością co do której ciężko wymyślić jakikolwiek powód dla którego mogłaby się ona komukolwiek spodobać ze swoją antypatyczną osobowością, zresztą miłość to w tym przypadku złe określenie do Boringa zdecydowanie bardziej pasuje słowo obsesja.


Dokładnie za to lubię twórczość Clowesa (na drugim miejscu Pedrosa). Po mniej antypatyczne postacie sięgam to dzieł innych twórców ;)

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 614
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #198 dnia: Sierpień 11, 2018, 11:26:13 am »
To nie dla mnie, jak bym chciał nabawić się nieuleczalnej depresji to oglądałbym mecze polskiej ekstraklasy a od oglądania toksycznych osobowości mamy programy publicystyczne na jakiejkolwiek stacji TV.

Offline Dembol_

  • Redakcja KZ
  • Stolnik bracki
  • *
  • Wiadomości: 1 337
  • Płeć: Mężczyzna
    • Evil Manga
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #199 dnia: Sierpień 11, 2018, 12:35:57 pm »
Właśnie ja już czytam forum Gildii, ale planuję się przerzucić w końcu na komiksy Clowesa. Przynajmniej antypatycznym postaciom towarzyszą fajne rysunki.
http://evilmanga.tumblr.com/ - manga dla dojrzałego czytelnika

Offline gobender

  • Szafarz bracki
  • *****
  • Wiadomości: 2 124
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #200 dnia: Sierpień 11, 2018, 04:56:29 pm »
Moja ocena poszczególnych tytułów praktycznie odwrotna (poza Sokratesem, bo tu się z grubsza zgadzam, oraz Bondem którego nie znam), niemniej ciekawe podsumowanie.

Co do Oczu kota... to właśnie przy tym komiksie zrobiłem sobie ćwiczenie (kochałem go przedtem, więc ot nie było objawienie, niemniej: ). Postarałem się wyobrazić sobie fizyczność tego miejsca, dźwięk, zapach, faktury, ruch powietrza, temperaturę, światło, to jak to wszystko czuję na swoim ciele. Naprawdę niesamowite doznanie. Potrzeba oczwiście do tego chwili spokoju i nie uda się to pewnie w tramwaju czy podczas przerwy obiadowej, ale polecam.

Torpedo mnie w końcu znudził. I jednak mimo delikatnego idealizowania nabardziej podoba mi się klimat tego początku od Totha. A Stwórcę, zirytowany banałem historii i naprawdę okropnym rysunkiem po prostu oddałem komuś innemu. ;)
The Shaolin Cowboy: Start Trek
Descender 6
Bram Stoker's Dracula
Perdy Vol. 1

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 614
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #201 dnia: Sierpień 12, 2018, 10:18:37 am »
Cytuj
Co do Oczu kota... to właśnie przy tym komiksie zrobiłem sobie ćwiczenie (kochałem go przedtem, więc ot nie było objawienie, niemniej: ). Postarałem się wyobrazić sobie fizyczność tego miejsca, dźwięk, zapach, faktury, ruch powietrza, temperaturę, światło, to jak to wszystko czuję na swoim ciele. Naprawdę niesamowite doznanie. Potrzeba oczwiście do tego chwili spokoju i nie uda się to pewnie w tramwaju czy podczas przerwy obiadowej, ale polecam.
Nieeeeee. Powinni dodawać jeszcze drzewko wunderbaum o zapachu pustyni. Jedyne co odczułem, to to że mnie ktoś wydy**ł.

Cytuj
Torpedo mnie w końcu znudził. I jednak mimo delikatnego idealizowania nabardziej podoba mi się klimat tego początku od Totha. A Stwórcę, zirytowany banałem historii i naprawdę okropnym rysunkiem po prostu oddałem komuś innemu. ;)
Mnie wręcz przeciwnie po 700 stronach żałowałem, że nie ma jeszcze kolejnych 700. Stwórca fakt nieco trąci banałem, ale autor naprawdę umiejętnie to sklecił mi tam komiks sprawił dużo radości z lektury. A rysunki kolejny fakt, jak ktoś nie lubi podobnej stylistyki to mogą się nie podobać, mnie do siebie w miarę czytania przekonały.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 12, 2018, 10:49:20 am wysłana przez SkandalistaLarryFlynt »

Offline LordDisneyland

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 245
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #202 dnia: Sierpień 18, 2018, 03:05:36 pm »
Niestety, także i dla mnie ''Stwórca" to mocno nieudany komiks... natomiast półpsie przygody wspominam z przyjemnością. Jak widać, warto było zakładać wątek choćby dlatego, aby sprawdzić, czy ludzie faktycznie się różnią :D

Jedno mnie dziwi- naprawdę rysunki McClouda nie kojarzyły mi się z mangą, ale może jest coś na rzeczy. Nie będę wracał do tomu, żeby się przekonać ;) 

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 521
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #203 dnia: Sierpień 21, 2018, 06:27:14 am »
Nadrabianie zaległości czas zacząć. Na początek czerwiec. Lektury: Cage MAX (Mucha), Daredevil Nieustraszony t. 1, Punisher (SBM), Punisher MAX t. 1, Blueberry t. 1 i 2, Flash t. 5: Lekcje historii (N52) - łącznie 7.
 
Najlepszy - Punisher MAX t. 1. No i to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Typowo męska opowieść z mnóstwem przemocy i krwi. Czasami autorzy sięgają w tym wszystkim zenitu, ale czyż nie jest to właśnie znakiem rozpoznawczym Pogromcy? Całość czyta się błyskawicznie i to nie bynajmniej z powodu niewielkiej ilości teksu. Najmocniejsza rzecz od czasu genialnych "300" Millera.
Tak na marginesie to zrobiłem mały eksperyment odnośnie dwóch tytułów z klasyki Marvela i na warsztat wziąłem Daredevila i Punishera i zdecydowanym zwycięzcą okazał się Frank Castle i to z jego komiksami spędziłem kilka kolejnych lipcowych weekendów, ale o tym w kolejnym podsumowaniu.


Najgorszy - Cage MAX. Jak ktoś już stwierdził na tym forum nie wszystko z serii MAX jest dobre i Cage jest tego idealnym przykładem. Nudna opowieść, z ogranymi schematami i nijakim bohaterem. Zdecydowanie wolę Cage'a w wykonaniu Bendisa jako lidera zdelegalizowanej grupy bohaterów, niż w wykonaniu Azzarello jako zgorzkniałego outsidera. Nawet świetne rysunki Corbena (z którym miałem styczność po raz pierwszy) nie ratują tego komiksu, którego fabuła jest ulotna i nie zapada na długo w pamięci.


Zaskoczenie na plus - Blueberry t. 1 (ale tylko album 2 "Kopalnia zaginionego Niemca" i 3 "Widmo ze złotymi kulami"). Nie ukrywam, że cała seria rozwinęła się w bardzo zadowalający sposób (a piszę to będąc po lekturze tomu 3). Charlier i Moebius w końcu przestali zjadać własny ogon i wymyślili coś oryginalnego, choć ja bym dał inne, mniej cukierkowe zakończenie. Nareszcie jestem zadowolony z zakupu tej serii.


Zaskoczenie na minus - brak. Poza Cagem wszystko trzymało swój dobry lub świetny poziom.

Offline mkolek81

  • Radca bracki
  • ******
  • Wiadomości: 4 070
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #204 dnia: Sierpień 21, 2018, 07:34:21 am »
Najgorszy - Cage MAX. Jak ktoś już stwierdził na tym forum nie wszystko z serii MAX jest dobre i Cage jest tego idealnym przykładem. Nudna opowieść, z ogranymi schematami i nijakim bohaterem. Zdecydowanie wolę Cage'a w wykonaniu Bendisa jako lidera zdelegalizowanej grupy bohaterów, niż w wykonaniu Azzarello jako zgorzkniałego outsidera. Nawet świetne rysunki Corbena (z którym miałem styczność po raz pierwszy) nie ratują tego komiksu, którego fabuła jest ulotna i nie zapada na długo w pamięci.
Nie zgadzam się z opinią. Na pewno nie jest to nudna opowieść, tak czerpie ze schematów jakie były zaprezentowane np w "Za garść dolarów" czy "Ostatnim sprawiedliwym", ale dodaje też dużo rzeczy z blacksploitation, przez co wychodzi bardzo ciekawa mieszanka. Nie powiedziałbym, aby główny bohater był zgorzkniałym outsiderem, wg mnie Azzarello dobrze oddaje charakter głównego bohatera, który nie robi tego dla siebie, ale właśnie dla dzielnicy, aby oczyścić ją z przestępców (Luke zawsze dbał o takie rzeczy).
« Ostatnia zmiana: Sierpień 21, 2018, 07:44:39 am wysłana przez mkolek81 »
w czekaniu na zbiorcze tomy "W poszukiwaniu ptaka czasu"

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 521
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #205 dnia: Sierpień 21, 2018, 08:18:44 am »
Nie ukrywam, że ten komiks faktycznie szybko ulotnił się z mojej pamięci i już zdążyłem go sprzedać. Ale z tego co pamiętam Cage działał zupełnie od niechcenia, niejako z przymusu, co wcale nie wzbudziło mojej sympatii o niego. Zachowywał się trochę jak bohater niejednokrotnie kreowany przez Clinta Eastwooda (którego uwielbiam), stąd epitet "zgorzkniały", ale w przypadku Cage'a zupełnie to nie wypaliło.
Przede wszystkim jednak sama historia była bardzo wtórna i zapewne dlatego tak szybko wyleciała mi z pamięci. Na plus na pewno trzeba zapisać fakt, że Cage niezbyt często korzysta ze swoim mocy, przez co cały komiks nie jest utrzymany w superbohaterskim klimacie, lecz gangsterskim z silnym akcentem blacksploitation. No i fajne zakończenie; pomimo że mordercze, to jednak zabawne.
« Ostatnia zmiana: Sierpień 21, 2018, 08:23:03 am wysłana przez laf »

Offline donTomaszek

  • Szafarz bracki
  • *****
  • Wiadomości: 2 209
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #206 dnia: Sierpień 21, 2018, 09:01:22 am »
Cage działał zupełnie od niechcenia, niejako z przymusu
Bo wzial zlecenie, ktrego nie chcial? Z litosci do matki?

Mi Cage MAX bardzo podszedl, ale to pewnie glownie zasluga Corbena, ktorego uwelbiam.
Sometimes I'd like to get my hands on God...

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 521
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #207 dnia: Sierpień 21, 2018, 09:08:40 am »
Faktycznie mnie rysunki Corbena również się bardzo podobały, a była to moja pierwsza styczność z tym artystą, dlatego jestem tym bardziej zadowolony. Niestety scenariusz zupełnie mi nie podszedł  :sad:

Offline LordDisneyland

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 245
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #208 dnia: Sierpień 21, 2018, 05:03:20 pm »
laf, miałeś niezły ten czerwiec , gratuluję- skoro  pierwszy tom Daredevila tak bez słowa zostawiłeś...no, no  ;)  ;-)

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 521
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #209 dnia: Sierpień 22, 2018, 06:40:09 am »
No widzisz, z tym Daredevilem miałem faktycznie problem. Oczywiście komiks pod wieloma aspektami innowacyjny, zarówno ze względu na sposób opowiadania historii, jak i ze względu na rysunki. Ale w trakcie lektury coś mi jednak nie zaskoczyło. Nie chodzi o to, że mi zupełnie nie podszedł ten komiks, co to, to nie. Ale w zestawieniu z Punisherem Daredevil wypadł jednak blado. Może wolę bardziej tradycyjne podejście do komiksu SH i standardowe walenie się po mordach (czego w Punisherze nie brakowało  :biggrin: )?
Oczywiście z tego powodu nie będę odpuszczał serii. Wcześniej czy później na pewno przeczytam całość, ale raczej poczekam do skompletowania obu runów Panów B-B. A co więcej w planach mam również odświeżenie wcześniejszych historii z DD wydanych w ramach WKKM i SBM.