Autor Wątek: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów  (Przeczytany 29830 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline mkolek81

  • Radca bracki
  • ******
  • Wiadomości: 3 898
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #180 dnia: Czerwiec 15, 2018, 05:28:54 am »
Rzecz do przemyślenia, ale chyba coraz bardziej jestem na tak. Tak na marginesie, co ze starą ekipą policyjną z Gotham? Widziałem w tych nowych batkach Gordon jest. A Bullock, Montoya, Kitch i Essen?
Gordon pojawia się na moment. W tym czasie kiedy dzieje się GC odszedł on z policji. Bullock pojawia się w jednym story arcu i jest dość często wspominany. Montoya jest jedną z głównych bohaterek serii. Kitcha nie ma, albo ja go nie wyłapałem. Essen sie nie pojawia bo
Spoiler: pokaż
nie żyje.
w czekaniu na zbiorcze tomy "W poszukiwaniu ptaka czasu"

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 456
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #181 dnia: Czerwiec 15, 2018, 07:33:54 am »
"Fatale "
Ja niestety Fatale sobie odpuściłem (tak, wiem, głupio zrobiłem), ale kolejną serię od tego duetu - Zabij albo zgiń - przygarnąłem bez żadnego "ale". No i z niecierpliwością czekam na Fade out. Wiadomo kiedy dokładnie Mucha to wyda? Była mowa o czerwcu, ale na razie nic nie słychać.

Rozczarowanie? "Civil War"
Szkoda, że tak oceniłeś ten komiks. Jak dla mnie to najlepszy event współczesnego Marvela i jeden z lepszych komiksów SH.

Jak dla mnie wszystko psuje pojawianie się Batmana. A przede wszystkim - batmanowych złoczyńców.
Ojej, zapachniało Bazyliszkiem  :badgrin: . On podobnie argumentował swoją negatywną ocenę Gotham Central  :wink:
A tak na poważnie to należy pamiętać, że Ci "zwykli" policjanci nie są w końcu aż tacy zwykli, ponieważ należą do Wydziału Poważnych Przestępstw. Tak więc z założenia nie łapią "normalnych" przestępców i ścierają się ze "zwykłą" przestępczością. A że Gotham jest usiane różnej maści szaleńcami, których trzeba wytropić i schwytać, to i takie jest główne zadanie tych (nie)zwykłych policjantów. No i w końcu nadzorują Bat-sygnał, tak więc dlaczego mają z niego nie korzystać w momencie zagrożenia ludzkiego życia?
Ja Twój zarzut dotyczący faktu, że w GC jest za dużo Batmana i jego adwersarzy widzę inaczej. Kiedyś kontrapunktowałem wspomnianego Bazyliszka i napisałem m.in. coś takiego:
I tu dochodzimy do etapu, który Ciebie, 8azyliszku, najbardziej denerwuje, a więc kwestii supebohaterstwa. Tak, w tym komiksie Batman, pomimo tego, że jest ważną postacią, to pełni jednak marginalną rolę. I BARDZO DOBRZE. A dlaczego tak jest? Ponieważ GOTHAM CENTRAL TO NIE KOMIKS SUPERBOHATERSKI*. To przede wszystkim kryminalne opowieści, które skupiają się nie tylko na rozwiązaniu zagadki, ale również na życiu osobistym i służbowym policjantów. Wprawdzie główni przestępcy to paleta różnych nemezis Batmana (widać tu rękę redaktorów), ale to podkreśla jedynie fakt, że seria jest mocno osadzona w uniwersum DC.

* No chyba, że pracę prostych detektywów, niemalże codziennie zmagających się z najprzeróżniejszymi przestępstwami, nazwiemy superbohaterszczyzną.

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 587
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #182 dnia: Czerwiec 15, 2018, 10:17:30 am »
   Dzięki mkolek, ale trochę źle chyba sformułowałem pytanie w GC to widać chociażby Montoyę na okładce,  chodziło mi o nowsze DC w 52 nie widziałem zdaje się żadnej z tych postaci. W Rebirth raczej też ich nie ma.       No i widzisz laf., znowu zadziałało hehehe. Ja też uważam "Wojnę Domową" za jeden z najlepszych "nowożytnych" komiksów superbohaterskich. Oczywiście, wśród komiksów sensu "stricte" superbohaterskiego. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś się zaczytuje Clowesem czy Crumbem a jedynym superhero jaki dotychczas przeczytał było "Weapon X" i Spiderman Niebieski to mógłby mu się komiks Millara nie spodobać, ale znając plusy i minusy gatunków to naprawdę wydaje się, że zasługuje na wysokie oceny. Co do odpowiedzi na pytanie parsoma, to chyba coś pomieszałeś. Parsom czepia się, że w GC Batman jest, a po twojej odpowiedzi można wnioskować, że Bazyl się czepiał że Batmana nie było.   Ja na "Fatale" się strasznie przejechałem, po opiniach z tego forum. Jestem wielbicielem kryminału noir, a i Lovecrafta zawsze bardzo lubiłem więc wydawało się, że ten tytuł jesty w 100% dla mnie a ten komiks wydał mi się strasznie czerstwy. Dwa pierwsze tomy kupiłem i tak jak szybko przeczytałem tak szybko się ich pozbyłem. "Zimowy Żołnierz" też mi się nie podobał, a "Velvet" które pożyczyłem od kolegi to nawet niezłe , ale zwykłe czytadełko stąd moja ostrożność co do komiksów Brubakera. Za to Catwoman była super, chociaż i tam były zgrzyty.
   
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 15, 2018, 10:40:24 am wysłana przez SkandalistaLarryFlynt »

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 456
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #183 dnia: Czerwiec 15, 2018, 10:52:02 am »
Co do odpowiedzi na pytanie parsoma, to chyba coś pomieszałeś. Parsom czepia się, że w GC Batman jest, a po twojej odpowiedzi można wnioskować, że Bazyl się czepiał że Batmana nie było.
Kurcze, chyba faktycznie masz rację. Przeczytałem sobie Bazylowe posty w wątku "Gotham Central" i chociaż nie ma bezpośredniej odpowiedzi na to "niezwykle intrygujące zagadnienie", to jednak można wywnioskować, że dla niego za mało było tam Batmana
kogo obchodzą przygody zwykłych policjantów i gadanie w kółko o Batmanie i jego jedynie epizodyczne się pojawianie? Komiks superhero czyta się dla superhero a nie dla losów trzecioligowych postaci.
A zapamiętałem to zupełnie inaczej.
Tak na marginesie to straszne bzdury ten człowiek wypisywał  :lol:

Ja na "Fatale" się strasznie przejechałem, po opiniach z tego forum. Jestem wielbicielem kryminału noir, a i Lovecrafta zawsze bardzo lubiłem więc wydawało się, że ten tytuł jesty w 100% dla mnie a ten komiks wydał mi się strasznie czerstwy. Dwa pierwsze tomy kupiłem i tak jak szybko przeczytałem tak szybko się ich pozbyłem.
No to może aż tak głupio nie zrobiłem, że ten komiks sobie odpuściłem.  :cool:

Velvet przeczytałem tylko pierwszy tom i również mnie nie zachwycił, dlatego też pozbyłem się go bez żalu i nie doczytałem całej serii. Natomiast potwierdzam, że Zimowy Żołnierz i Catwoman są w topce moich ulubionych komiksów. Z kolei najgorszy wytwór wyobraźni Brubakera to zdecydowanie Secret Avengers; takie typowe łubudu o niczym. Natomiast ciągle w moich planach zakupowych jest Mordercza geneza i jeśli Egmont pociągnie X-Men Brubakera to na pewno zdecyduję się na zakup całości.

Edit
Ciągle z utęsknieniem czekam też na Criminal

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 587
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #184 dnia: Czerwiec 15, 2018, 10:58:31 am »
A właśnie zapomniałem o Secret Avengers z WKKM, komiks o niczym, jeden z najsłabszych tytułów w kolekcji. Facet cieszy się sporą estymą na forum, ale ja jakoś "tego" nie widzę.

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 456
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #185 dnia: Czerwiec 15, 2018, 11:37:42 am »
Facet cieszy się sporą estymą na forum, ale ja jakoś "tego" nie widzę.
No to żeby to ujrzeć, musisz przeczytać Gotham Central  :biggrin: . Chociaż też trzeba pamiętać, że pisał to we współpracy z Gregiem Rucką, który również dobrym scenarzystą jest.

Jak dla mnie Brubaker to taki typowy wyrobnik, ale muszę przyznać, że większość jego komiksów czytałem z dużą przyjemnością; zdarzają mu się świetne komiksy i serie (GC, Catwoman i Kapitan Ameryka), średniaki (Velvet) i totalne słabizny (Tajni Avengers). Pamiętam jeszcze, że ciekawy był jeden z zeszytów Samego Strachu, który pisał Brubaker - jedyna fajna rzecz w tym całym bladym i nijakim evencie.
W kolejce natomiast czeka mnie jeszcze lektura Zabij albo zgiń i zakup Fade out.

P.S. Prośba do moderatorów o przeniesienie ostatnich postów do wątku "Scenariusz: Ed Brubaker"

Offline mkolek81

  • Radca bracki
  • ******
  • Wiadomości: 3 898
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #186 dnia: Czerwiec 15, 2018, 11:58:20 am »
Dzięki mkolek, ale trochę źle chyba sformułowałem pytanie w GC to widać chociażby Montoyę na okładce,  chodziło mi o nowsze DC w 52 nie widziałem zdaje się żadnej z tych postaci. W Rebirth raczej też ich nie ma.
To się zgubiłem bo myślałem, że pytasz o GC. Co do New 52 (bo o to pytasz a nie o 52) to Montoya debiutuje w nie wydanych u nas tomach Detective Comics. Bullock jest w stałej obsadzie drugoplanowej w seriach z Batmanem (proponuje zajrzeć np. do wydanego Gniewu). Gordon był nawet przez pewien czas nawet Batmanem, ale w porównaniu do pre-flashpointowego jest odmłodzony i nigdy nie poślubił Essen (ale chyba zachowano że mieli romans, nie jestem pewien a nie mam czasu teraz tego sprawdzić). Natomiast Kitch odpowiem jak poprzednio, nie ma go, albo ja go nie wyłapałem. Zresztą New52 uszczupliło znaczenie ekipę policyjną z charakterystycznych postaci (i pojawiają się tylko w sumie w Detective Comics).
No to żeby to ujrzeć, musisz przeczytać Gotham Central  :biggrin: . Chociaż też trzeba pamiętać, że pisał to we współpracy z Gregiem Rucką, który również dobrym scenarzystą jest.
Brubaker z Rucką podzielili się pisaniem tego tytułu. Brubaker pisał tzw. "nocną zmianę" a Rucka tzw. "dzienną zmianę" i to się odczuwa w scenariuszach. Tylko pierwszą historie pisali razem.
Natomiast nie zgodzę się że seria Velvet jest średnia. Być może tak to odczuwasz bo Brubaker przyzwyczaił cię do kryminału noir a tu masz komiks stylizowany na klimaty szpiegowskie w stylu Bonda, dokładnie tego pierwszego którego odtwarzał Sean Connery.

Nie będę bronił Tajny Avengers i Mrocznej Genezy, które są słabe, co nawet sam twórca przyznaje.
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 15, 2018, 12:12:24 pm wysłana przez mkolek81 »
w czekaniu na zbiorcze tomy "W poszukiwaniu ptaka czasu"

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 456
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #187 dnia: Czerwiec 15, 2018, 12:34:48 pm »
Być może tak to odczuwasz bo Brubaker przyzwyczaił cię do kryminału noir a tu masz komiks stylizowany na klimaty szpiegowskie w stylu Bonda, dokładnie tego pierwszego którego odtwarzał Sean Connery.
Ale ja lubię, a wręcz uwielbiam stare Bondy (do momentu, kiedy serię "przejął" Brosnan; no może poza ostatnim filmem z Daltonem), tak samo jak Nicka Fury'ego Lee i Steranko, który stanowi niemalże kopię tych filmów. W Velvet coś mi nie zgrzytało i pomimo, że książki szpiegowskie (Ludlum, Forsyth) to mój ulubiony gatunek literacki, to jednak pierwszy tom Velvet mnie nie zaciekawił na tyle, żebym chciał sięgnąć po kontynuację.  :sad:

Offline parsom

  • Pisarz bracki
  • ****
  • Wiadomości: 694
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #188 dnia: Czerwiec 15, 2018, 12:37:05 pm »
Ponieważ GOTHAM CENTRAL TO NIE KOMIKS SUPERBOHATERSKI
Gdyby było jak piszesz, to byłoby fajnie. Ale to jest komiks superbohaterski, który udaje, że nie jest superbohaterski.

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 456
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #189 dnia: Czerwiec 15, 2018, 12:53:29 pm »
to jest komiks superbohaterski, który udaje, że nie jest superbohaterski.
Do pewnego stopnia można zgodzić się z tym stwierdzeniem. Lecz nawet jeśli wyjdziemy z tego założenia, to i tak nic nie zmieni, że odczuwałem ogromną przyjemność z lektury Gotham Central i takie udawanie braku SH w niczym mi nie przeszkadzało. :biggrin:

Offline LordDisneyland

  • Zbrojmistrz bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 215
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #190 dnia: Czerwiec 16, 2018, 11:03:57 pm »
Co do Brubakera- jakiś czas temu w tym wątku pisałem , że kupiłem przypadkowo komiks jego autorstwa, także jeśli chodzi o rysunki, "A Complete Lowlife". Może przypomnę... Opowieść o beznadziejności codziennej egzystencji, dużo tam ze swojej młodości znalazłem ;) Rysunki mogą niektórych odstraszyć, ale nie mnie, bom twardy czytelnik :D . Jeśli gdzieś zobaczycie, warto kupić- choć to zupełnie inna brubakerszczyzna, niż dzisiejsza. Ale jak najbardziej warto!
Tu macie opis na gie-reads:
https://www.goodreads.com/book/show/106032.A_Complete_Lowlife


Laf- ja na Fatale dłuuugo po poznaniu KillOBKilled się zdecydowałem, także dla mnie to świeżynka ...i jak na razie robi większe wrażenie, niż  tamten komiks. Ale to wrażenia po pierwszej odsłonie, obaczym, jak dalej będzie.

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 587
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #191 dnia: Lipiec 12, 2018, 08:59:39 am »
Czerwiec kolejnym miesiącem odrabiania marvelozy na wakacje przerwa na "wyższą sztukę", ale póki co:

1. Najlepszy przeczytany:
   WKKM "Dr. Strange odrębna rzeczywistość". Jakoby jedna z najbardziej znanych klasycznych historii o Doktorze napisana przez Steve'a Engleharta i narysowana przez Franka Brunnera, nie mnie oceniać czy to prawda czy nie, ale jeżeli chodzi o sam komiks to jest lepiej niż dobrze. Historia zachowuje ciągłość, jednocześnie składa się z wyraźnie odrębnych segmentów, nie dziwi to zwłaszcza czytając przedmowę Marco Lupoi w której objaśnia on, że niniejszy album powstał na skutek nocnego wojażu obydwu autorów wraz ze Starlinem, Milgromem i Weissem po Manhattanie gdzie "Nowy Jork stał się ich muzą". Dyplomatycznie powiedziane, ale czytając tę historię z łatwością orientujemy się, że natchnienie sprowadziło na nich nie tylko samo miasto (dwustronicowa ilustracja z Avengers/Defenders w zamku to niewątpliwie jakaś forma autobiografii), historia jest cudownie pokręcona i odjechana, bez problemu dająca czytelnikowi posmakować tripu prosto z lat 70-tych. Obydwaj panowie wyciągają dziwaczne pomysły na postacie czy scenerie seriami niczym króliki z kapelusza (też jest i to dosyć spory) a nawet mają sukinsyny taki rozmach, że w pewnym momencie decydują się na wymazanie z uniwersum księgi genezis, jednocześnie cały czas trzymają nad wszystkim kontrolę, komiks ani razu nie zmienia się w nonsensowną feerię efektów i głupot tylko konsekwentnie zmierza od początku do końca. Talentowi Englehearta do snucia historii nie ustępuje wcale malarski nieznanego mi Brunnera, nie jest to poziom może szokująco fantastycznego Neala Adamsa, ale to co ukazuje się naszym oczom przy przewracaniu stron to zdecydowanie pierwsza liga. Frank znakomicie przelewa wizje Steve'a oraz trzech ojców chrzestnych tej historii na papier. Podsumowując, tym razem wydaje się, że to faktycznie dosyć typowy dla przygód Stephena Strange komiks, magia, obce wymiary, dziwne stwory ale wszystko razem wymieszane to w niezwykle smaczny koktajl. Dla miłośników największego maga Marvela oraz klasycznego komiksu rzecz obowiązkowa. Ocena 8/10.

2. Zaskoczenie na plus:
   SM "Herkules" - Greg Pak, Neil Edwards. Kolejny nieznany (przynajmniej mnie) z solowych przygód,  bohaterów, dotychczas miałem go za jakąś lamerską kopię Thora jak się okazuje całkowicie niesłusznie.Standardowo tom podzielony na dwie części, pierwsza jest kilkustronicowa historyjka o pierwszym spotkaniu Thora i Herkulesa będą ca wyraźnie częścią wydanych wcześniej fantastycznych Opowieści z Asgardu, także za te kilka stron 10/10. Daniem głównym jest 6-zeszytowa opowieść Bogowie Brooklynu, i ku memu zdziwieniu okazała się naprawdę dobra. Herc w przeciwieństwie do swojego boskiego "kuzyna" z Asgardu stoi mocno obiema nogami na ziemi, facet ma aparycję gwiazdy rocka połączonej z wrestlerem na dodatek wyraźnie lubi popić, pojeść i po...skubać słoneczniku co w połączeniu z naturalnym wstrętem do istot znęcającymi się nad słabszymi oraz szerokim spektrum ciosów w stylu "z bańki", "z kujawiaka" czy "z łokietka" przy nie nazbyt sztywnym trzymaniu się zasad walki honorowej czynią z niego bohatera, którego nie sposób natychmiast nie polubić. Akcja toczy się wartko i gładko Pak nie próbuje wymyślać koła na nowo dostajemy dosyć standardową pełną akcji opowieść o pozbawionym boskich mocy olimpijskim herosie próbującym ocalić Nowy Jork przed zmartwychwstaniem boga wojny Aresa. Może i jest standardowo i nieco przaśnie, może i intryga nie jest najmocniejszą stroną albumu ale autor umiejętnie pozszywał wszystkie elementy w całość są i bijatyki na supermoce i odrobina humoru i trochę scen "gadanych" dla odmiany a wszystko to okraszone sympatycznymi rysunkami Edwardsa, który wzorem swojego współpracownika nie sili się na artyzm, tylko wszystko rysuje prostą, czytelną dosyć typową dla superhero kreską jednocześnie starając się unikać plansz w których za całe tło robi plama jednego koloru za co chwała mu. W podsumowaniu, szukacie wyższej sztuki komiksowej i niemalże ezoterycznych doznań w czasie lektury? Zapukajcie do Kultury Gniewu. Szukacie przyjemnej komedii akcji w celu bezmózgiego odstresowania? Herkules może być całkiem niezłym wyborem 7/10.

3. Najgorszy przeczytany:
WKKM "Śmierć Wolverine'a" - Charles Soule, Steve McNiven. Nie jest to najgorszy komiks jaki przeczytałem w życiu, nie jest to nawet najgorszy przeczytany w tym roku, natomiast poległ na tak wielu polach że przeciętny to maksymalna ocena jaką mógłbym mu wystawić. Śmierć jednej z najbardziej znanych postaci Marvela w moim mniemaniu zasługuje na coś...nie wiem, może lepszego? Problemem tego komiksu tak naprawdę jest to, że jest durnowaty i właściwie nie wiadomo po co napisany. Założeniem jest to, że pozbawiony swoich zdolności regeneracyjnych Logan jest atakowany przez różnorakich złoczyńców, którzy są świadomi jego schorzenia i próbują zdobyć nagrodę za jego głowę. Wolvie próbuje się leczyć udaje się do Richardsa, ale ten nie ma pojęcia co mu dolega ale obiecuje że go wyleczy tylko potrzebuje czasu. Logan czasu oczywiście nie ma (tak na zdrowy rozum nie wiadomo z jakiego powodu) i rusza na poszukiwanie człowieka, który wyznaczył nagrodę. Jako, że cała historia to 4 zeszyty to trafia za pierwszym razem i po raczej żenująco głupiej części dziejącej się w Madripoorze udaje się prosto do bazy głównego badassa. A tym okazuje się...o kur...de powiedziałem w momencie, to poważnie jest ON? Naprawdę to ON? Dotychczas sądziłem raczej, że to postać jednorazowego użytku, ale jak widać pomyliłem się srogo. Co jeszcze śmieszniejsze poluje on na Wolverine'a z racji tego, że potrzebuje jego talentu do regeneracji, aby stworzyć armię bezmyślnych żołnierzy aby zapanować nad światem (jakże oryginalne). Najpodlejsi siepacze wiedzą, że Wolvie już tę zdolność utracił z wyjątkiem głównego zleceniodawcy - facet chyba nie używa google i nie sprawdza poczty. Brawo panie Soule. W każdym razie akcja długo nie trwa, ciach-prach i po bólu pada jeden, pada drugi, Logan ostatkiem sił wydostaje się na zewnątrz po czym spoglądając (chyba) na wschodzące słońce umiera. Koniec. Widać, że autor miał jakiś tam pomysł na ten komiks. Osadzenie historii całkowicie na uboczu marvelowskiego świata i przedstawienie śmierci najtwardszego marvelowskiego wojownika jako dosyć intymnej, mało znaczącej i takiej mocno "po cichu" ma pewien urok, natomiast jest to zrobione niechlujnie i po łebkach, miejscami ocierając się o nonsens. Rosomak wycina bez litości zwykłych najemników za to pobocznych bossów bez których świat byłby o wiele lepszym miejscem puszcza wolno, Bóg wie z jakiego powodu. Może lepsza byłaby koncepcja standardowego, bez zbędnych udziwnień napisanego "kina" zemsty? Wolvie umiera i wyrusza wyrównać rachunki ze starymi wrogami? Co do rysunków nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, McNiven w swojej klasie radzi sobie naprawdę bardzo dobrze a kilka plansz jest wręcz znakomitych. Wisienką na torcie jest posłowie od autorów, czytając Soule'a odniosłem wrażenie, że facet tą historię w pierwszej rundzie powalił Alana Moore i jego "Strażników". Rysownik i inker są nieco skromniejsi. Jednym słowem, da się przeczytać ale gdyby nie to, że to ŚMIERĆ WOLVERINE to powiedziałbym że szkoda pieniędzy (i tak szkoda jak kto ma możliwość pożyczyć niech to zrobi) ocena 4/10

4. Zaskoczenie na minus:
  SM "Thor" - Michael Avon Oeming, Daniel Berman Andrea di Vito. Muszę przyznać, że opowieść o Ragnaroku jest jednym z moich ulubionych mitów, także czytając na okładce Thor kontra Ragnarok pomyślałem "fiu, fiu będzie się działo" no i otóż nie do końca. Spodziewałem się mocno epickiego komiksu, prawdziwego eposu godnego aby przedstawić Gotterdamerung, wizje ścierających się armii i herosów gromiących jedną ręką całe wraże zastępy a autorzy z niewiadomo jakiego powodu oszczędzili czytelnikowi tych obrazów i o większości wydarzeń dowiadujemy się z opowiadań tych co przeżyli. Początkiem historii jest Loki zdobywający formę w której odlano Mjolnir (młoty odlewano w formach??? Ktoś się orientuje???) i zaczyna seryjną produkcję jego podróbek w które uzbraja wszelkie siły opozycyjne w stosunku do Asgardu po czym wyrusza wziąć siłą to co jakoby mu się należy. Ok więc jedziemy z tym koksem, obracamy kolejne strony i dowiadujemy się, że Heimdall nie żyje a armia wroga już hula po Asgardzie. Co nie ma sceny śmierci boskiego obserwatora i walenia się Bifrostu pod stopami Lodowych Olbrzymów czyli zdaje się jednej z najważniejszych scen? No bez jaj, z drugiej strony jeżeli Heimdall miałby mieć twarz Idrisa Elby to może nawet i lepiej myślę. Jedziemy dalej Thor udaje się do Midgardu po pomoc wiernych druchów Capa i Iron Mana po czym cała trójka wraca aby zetrzeć się bezpośrednio z armią Lokiego, tylko że nie spotykają żadnej armii a samego dowódcę w towarzystwie olbrzymia, trolla i jakiegoś zabiedzonego wilkołaka, który podobno jest Fenrisem. Oczywiście dają im wciry po czym wracają do Gladsheim, tylko po tym aby odnaleźć zwłoki Baldura. Ja wiem, że bóstwo to w Marvelu zostało sprowadzone do roli popychadła Odyna, ale jednej z najważniejszych osób (o ile nie najważniejszej) w całym panteonie należałoby się chyba coś więcej. Dalej oglądamy trupa Widara, który z boga zemsty i gościa który zabił Fenrisa przez oderwanie mu szczęki został przekwalifikowany na chłopo-robotnika oraz śmierć Wojów Dwóch z Trzech (tym razem na szczęście autorzy dali nam mniej więcej zobaczyć te sceny). Oczekiwanych scen ostatecznej rzezi dalej znaleźć nie mogę za to Thor z gromadą uchodźców i ocalałych włóczy się to tu to tam po zniszczonej wojną (której nie widać) krainie, po czym Thor postanawia się udać do Studni Urd aby odnaleźć tam mądrość i gdzie dowiemy się o co chodzi w całej intrydze. Thor wraca na powrót do Asgardu i w końcu, nareszcie, o losie się doczekałem!!!!! Jest Surtur, są maszerujące olbrzymy, Naglfar z trupich paznokci, demony i trolle, Walkirie, Einherjerowie i inne cuda i wianki biorą się w końcu do krwawej roboty. Na całych 3 stronach. Po czym obejrzymy rozwiązanie akcji w korzeniach Yggdrasila. Fenris pożre słońce, kurtyna zapada. The End. I żebym został zrozumiany, to naprawdę porządny komiks nieznani mi Oeming i Berman to widać całkiem utalentowani scenarzyści w ani jednym momencie się nie nudziłem a zakończenie jest naprawdę dobre na dodatek odpowiadający za część graficzną di Vito jest wyraźnie w formie, rysunki są naprawdę bardzo fajne, projekty istot całkiem ciekawe (z wyjątkiem nieszczęsnego Wilka i Tanngnjostra oraz Tanngrísnira które wyraźnie mają kły oraz wilcze pyski - tu się pośmiałem) a już wizja korzeni świata jest więcej niż bardzo udana (aczkolwiek kolory trochę nadto komputerem capią). Tylko jak na historię o końcu świata wojowniczych bogów zbyt mało tam wojny, powinno być to jak na mój gust wszystko jakieś takie bardziej, więcej fajerwerków dodać by się przydało. Miało być mniej koniec końców, ale ocenę podwyższam ,bo to w sumie przyjemna lektura 7/10.
« Ostatnia zmiana: Lipiec 12, 2018, 09:41:41 am wysłana przez SkandalistaLarryFlynt »

Offline LordDisneyland

  • Zbrojmistrz bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 215
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #192 dnia: Lipiec 12, 2018, 11:04:57 am »
Jak zwykle się spóźniam z podsumowaniem, wróciłem z wakacji i spadła na mnie masa czekających na załatwienie spraw- dopiero dziś zajrzałem na GK...a tu jakieś niepokojące wieści...no, ale najpierw trza zająć się ubiegłym miesiącem.


Czerwiec miesiącem kupowania  8)

Wybrałem się na parę dni z rodziną do Londynu i jestem z tego naprawdę bardzo zadowolony- mniej z rodziny, bardziej z zakupionych pozycji.  Te moje zachwyty spowodowane są głównie półkami z przecenionymi komiksami w Forbidden Planet, ale nie tylko. Wizyty w MegaCityComics i Orbital także wywołały silne przeżycia ;)

Przeczytałem w ubiegłym miesiącu zaledwie 12 komiksów, za to zakupiłem 55 nowych...no bo jak nie kupować, kiedy w ręce pchają się McKeever, Brubaker czy Morrison za śmieszne piniąchy?

Najlepsza przeczytana rzecz- seria ,,Fatale", choć pozostało pewne uczucie niedosytu. Z drugiej strony dużo to lepsze niż przesyt .
Bardzo silnie przemówił też do mnie Gipi ze swoim ,,S.". Naprawdę warto było sięgnąć po ten tytuł. Podobał mi się sposób radzenia sobie z żalem po stracie [że użyję psychologiczno-terapeutycznego żargonu]
Co ciekawe, nieco później przeczytałem świetną powieść Chabona, ,,Poświata", która zajmowała się dośc podobnym problemem. Także psychologia w komiksie i prozie towarzyszyła mi przez dobrych parę dni :)

Najgorszy przeczytany komiks- nadal nie udało mi się dokończyć ,,Żywicieli" [X-Files v2], co widomym jest znakiem, że z tym komiksem mi zdecydowanie nie po drodze.
Z rzeczy przeczytanych- ,,Maintenance: Fighting Occupants of Interstellar Craft!". To trzecia część cyklu. Ot, taka błahostka, fajne rysunki i tyle. Być może inni czytelnicy docenią humor historii, ale mnie Massey i Rodriguez swoim komiksem nie zachwycili. Mam kolejny raz nauczkę, żeby z większym krytycyzmem podchodzić do recenzji w necie.

Najlepszy zakupiony - trudno mi wybrać konkretny tytuł, ogromna większość nabytków jeszcze czeka na lekturę. Jakoś szczególnie cieszę się z kolejnych czterech zeszytów "House of Secrets" Kristiansena i Seagle. Jednocześnie żałuję, że nie zdecydowałem się na zakup kompletu zeszytów, który znalazłem w Londynie- cóż, to był już koniec pobytu, portfel pusty, miejsca w walizce brak, swoje zrobiła też świadomość, że część cyklu już mam.
A poza tym- dawno nie pamiętam takiej frajdy z kupowania komiksów, jaką czułem w czerwcu.

Najgorszy zakupiony- także i tu niespecjalnie mogę coś wskazać.  Choć może...Żonie kupiłem "Fables- SuperTeam", a niespecjalnie podoba mi się ten tom cyklu Willinghama. Ale w końcu nie ja mam go ponownie czytać.

Zaskoczenie na minus- ,,X-Men: Dni minionej przyszłości".
Historia- niestety- się powtarza. Następny słynny tom, klasyka komiksu , arcydzieło itp, itd, który nie wzbudził we mnie przesadnych zachwytów. Zacząłem się zastanawiać, czy ja w ogóle mam jakiś komiks Byrne'a, który mi się naprawdę podobał...
Na domiar złego panienka Pryde budzi we mnie wyłącznie irytację i niechęć :)

Zaskoczenie na plus- ceny komiksów zakupionych w Anglii, zwłaszcza oferty wyprzedażowej  :D Zazdroszczę Brytolom , choć to nieładnie...przy takiej ofercie w przeciągu paru miesięcy skompletowałbym sporą, ciekawą bilblioteczkę. Jak tu nie zazdrościć, jeśli w cenie wody mineralnej mogę kupić np któryś TPB morrisonowskiego "Checkmate" albo "Batman/Houdini" czy "Criminal" za pieniądze, które nie starczyłyby na kanapkę w Tesco? No żyć, nie umierać.

Pozdrawiam i lecę czytać, o co chodzi z tym końcem forum...zmroziła mnie ta wiadomość.

Offline laf

  • Stolnik bracki
  • *****
  • Wiadomości: 1 456
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #193 dnia: Lipiec 12, 2018, 11:32:11 am »
Panowie, dzięki za podsumowania. Ja w tym miesiącu się wstrzymam, bo nawał pracy mam w pracy. Pod koniec sierpnia podsumuję oba miesiąca (zresztą tak zrobiłem też w zeszłym roku :smile: ). A będę miał zagwozdkę, bo na tapetę poszły Bendisowy Daredevil i Ennisowy Punisher.


@LD - gratulacje za zakupy.

@Skandalista - zakupiłem polecany przez Ciebie Skalp, teraz Twoja kolej na Alias lub Gotham Central  :smile:

Offline SkandalistaLarryFlynt

  • Kawaler Bractwa Św. Jerzego
  • ****
  • Wiadomości: 587
Odp: Bo chodzi o to, żeby plusy nie przesłaniały nam minusów
« Odpowiedź #194 dnia: Lipiec 12, 2018, 11:53:40 am »
Aaaaa w tym miesiącu miałem uzupełniać cały Egmont z listy jednak wyrzuciłem  kilka pozycji i dorzuciłem i Alias i Gotham Central naraz po 4 tomy, budżet przeznaczony na urlop uszczuplał ponad miarę więc będę musiał skubnąć nieco z oszczędności, także w sierpniu raczej nici z zakupów. Panie Kołodziejczak jakby co to dodruki małe we wrześniu :D Ja byłem grzeczny cały rok, nie narzekam na przesunięcie jednej strony na 400 ani na to, że komiks za 40 złotych nie jest wydany jak ten za 150.