Znaczy się cały czas mówimy o technologii zastosowanej w Avatarze - czyli siedzisz, ogarniasz cały ekran wzrokiem i patrzysz na ruchome-wypukłe obrazki.
Przyjmijmy do wiadomości jednak, że za 10 lat film w 3D będzie polegać na zupełnie czymś innym. Właśnie np. na tym, że ekran będzie tak wielki, że będzie się trzeba rozglądać (załóżmy kąt widzenia 180o).
Dla filmów wojennych, czy scen batalistycznych w tematyce Fantastycznej to kopalnia złota.
Zobaczymy, jasne to będzie ciekawe, ale jak będą chcieli tak robić ze wszystkim, to się może znudzić.
Poza tym to może być trochę niewygodne jak cały czas będzie trzeba się obracać i rozglądać, np, w scenach batalistycznych.
Jasne, że wiele produkcji się może obejść bez 3D. Bez kolorowego obrazu i dźwięku też można się obyć. Właściwie to wiele produkcji "obyłoby się", gdyby nigdy nie były filmami. Możnaby z nich zrobić książki. Dobrej fabule i to wystarczy. Reszta to moda.
Zastanów się. Nie wiem jak Ty, ale większość ludzi (w tym ja) szuka w kinie rozrywki. A dobra fabuła jest po prostu mile widziana. Ale jeśli film i bez niej dostarcza emocji, to dla mnie wszystko jest ok. Gdyby producenci/twórcy filmowi rozumowali w ten sposób, że "najważniejsza dobra fabuła, reszta to tylko głupia moda", to nie byłoby sensu chodzić do kina. Książkę to sobie można w domu poczytać.
Nie uważam, że 3D to głupia moda, uważam, że ciekawa i użyteczna skądinąd technologia będzie, ze względu na modę, często głupio używana.
Do kina chodzę głównie dla rozrywki. Z tym, że dla mnie zaczyna się ona od ciekawej fabuły.
Kolor, dźwięk, muzyka, zdjęcia, efekty specjalne i 3D, gra aktorska, etc., to są środki do opowiedzenia jakiejś historii, chodzi o to by umiejętnie z nich korzystać i stworzyć opowieść kompletną. Jeśli zaniedbamy, pominiemy, czy przytłoczymy jednym z tych środków pozostałe, to przeważnie otrzymujemy półprodukt. Jasne takie coś może się nawet nieźle oglądać, ale po co mi wyrób czekoladopodobny, skoro mogę kupić prawdziwą czekoladę.
Producenci myślą inaczej, trudno, nie spodziewam się być adresatem każdego filmu, ale od pewnych twórców, takich jak Cameron, wymagam dobrej rozrywki, a nie półproduktu.
No właśnie. A Wy książki i filmy w tych samych kategoriach rozpatrujecie.
Robią to innymi środkami i odbiór jest inny, ale w obu chodzi o opowiadanie historii.
Uczepiliście sie tego Avatara jakby naprawde byl jakąś siłą nieczystą którą należy wyplenić.
Moim zdaniem osoba która jako takie pojęcie o kinie posiada, i idzie do kina na film jamesa camerona i spodziewa sie wyłuznadego psychologicznie filmu to nie posiada owego jako takiego pojecia w ogole.
Kazdy jego film jest przewidywalny i zobiony z rozmachem(oprócz jego pierwszych filmow rzecz jasna) Titanic, prawdziwe kłamstwa, kuzwa przeciez to juz wszystko bylo. historie proste, a aktorstwo marne.
film jest dobry. warto isc do kina. czego wiecej potrzeba? niczego moim zdaniem.
A jak ktos chce filozoficzno - psychologiczne kino to niech zacznie ogladac offowe filmy francuskie w kinie. W kinie slowo klucz. Kazdy pewni udaje ze chodzi na takie filmy a nikt tego nie robi.
pozdrawiam
Lubię filmy Camerona i każdy z jego poprzednich filmów fantastycznych ( "Terminatory", "Obcy", czy "Otchłań" ), był prosty, przewidywalny, zrobiony z rozmachem i atrakcyjny wizualnie. Każdy z nich świetnie się oglądało i dostarczały mi sporo rozrywki. Dlatego po "Avatarze" spodziewałem się właśnie atrakcyjności wizualnej i dobrej rozrywki, a dostałem tylko to pierwsze.
Już było o tym na wcześniejszych stronach tematu, jest różnica między prostą, a prostacką fabułą.