Mimo że temat sprzed roku, to odpowiem.
Jeśli źle Cię zrozumiałem (z premedytacją ; p) i masz na myśli emisję z płonącej świeczki splątanych fotonów, to chyba trzeba by wykazać, że istotnie może dochodzić do emisji dwóch splątanych cząstek w wyniku jakiejś reakcji chemicznej.
Każda emisja światła w wyniku reakcji chemicznej jest splątaniem. Splątanie jest częstsze od nie-splątania, bo to ostatnie odpowiada cząstce doskonale zlokalizowanej, a takie są rzadkie.
Ciało doskonale czarne też emituje "splątane" fotony, więc gdy patrzysz na żarówkę, widzisz efekty kwantowe.
Zrób eksperyment: złóż dwa palce tak, żeby była między nimi jak najcieńsza szpara, ale jednak żeby było coś przez nią widać. Popatrz przez taką szparę na żarówkę. Zobaczysz między palcami serię prążków. To są normalne prążki interferencyjne. Splątane fotony interferują same ze sobą i docierają do Twojego oka.
Czy to możliwe, żeby jeden foton został zarejestrowany przez dwa ekrany (siatkówki) jednocześnie? Przecież osiąga jeden z nich jak pierwszy, co powoduje redukcję jego wektora stanu i już na zawsze zapisuje się w historii jako korpuskuła, a nie fala światła.
Obawiam się, że nazywanie cząstek korpuskułami i falami to tylko nasze ludzkie przyporządkowanie, a natura nic sobie z tego nie robi.
Żyjemy w świecie kwantów, i tylko się nam wydaje, że jesteśmy bezpieczni w enklawie fizyki klasycznej.