Będzie to zbiór najlepszych i najpopularniejszych nowel i opowiadań autora. Chyba dobrze obrazują je chociażby te dwa opisy:
a massive collection of the best of George R.R. Martin's short fiction, containing 32 short stories and novellas, including the Hugo-winning 'A Song for Lya', the Bram Stoker-winning 'The Pear-Shaped Man' and 'The Skin Trade', which won the World Fantasy Award and is generally acclaimed as the finest werewolf story of our time.
Ale czym tu się podniecać, przecież to wszystko już było na polskim rynku, włączeni z wymienionymi powyżej opowiadaniami - prawda że fajnie mieć wszystko w jednym tomie a nie po kilku czasopismach (bo nie wiem czy były wydane jakieś zbiory opowiadań) ale nie jest to nic nowego...
No i tak jak mówiłem. Pierwszy tom "Retrospektywy" się ukazał, ale pod względem literackim jakąś wielką atrakcją nie jest, a na pewno nie jest to ja w powyższej zapowiedzi (i jak napisano na okładce) wybór najlepszych opowiadań, bo straszą tam miejscami okropne grafomańskie potworki z początków kariery. A dokładnie połowa z 16 zamieszczonych tam opowiadań to słabiątka albo (co najwyżej) przeciętniaki.
Nie mówię, że ten zbiór to jakaś kicha, ale pomyłką jest wybierać go ze względu na "zbiór najlepszych opowiadań". Ma natomiast "Retrospektywa" trzy inne zalety, które sprawiają, że warto postawić tę książkę na półce:
1) Kilka wartych przeczytania opowiadań po raz pierwszy w formie książkowej (wcześniej rozrzucone po czasopismach). Zwłaszcza "Pieśń dla Lyanny", niewznawiana od czasów pierwszego numeru "Fantastyki" - jak komuś tamta "wycinanka" się rozpadła to ma okazję odnowić

2) Wstępy przed każdym rozdziałem. Martin snuje wspaniałą opowieść o tym jak u młodego chłopaka rozwijała się miłość do fantastyki, tak sf jak i fantasy, jakimi torami szła. No i w ogóle wspaniały pean na cześć fantastyki i wyobraźni, jak ktoś czuje się gorszy że czyta fantastykę a nie mainstream to po tej lekturze już nie powinien. No i spora dawka wiedzy i ciekawostek o amerykańskim fandomie którego od najmłodszych lat uczestnikiem był Martin - sporo znanych nazwisk się przewija. Właściwie to te wstępy są ciekawsze od większości opowiadań i choćby ze względu na nie warto się z "Retrospektywą" zapoznać
3) Dobra droga dla miłośników fantasy do zapoznania się z sf i na odwrót. Jak młodzież nie zatopiona w Forgotten Realms i nie wystawiająca nosa poza elfa z mieczem myśli że Martin to tylko "Pieśń Lodu i Ognia" to ma okazję się przekonać że ten cykl to tylko ukoronowanie długiej kariery a swą pozycję zdobył autor dużo wcześniej i dzięki zupełnie czemu innemu. Z drugiej strony wychowani na "Fantastyce" miłośnicy sf, mogą się bezboleśnie (bo bez zagłębiania się w kilkustronicowe tomiszcza) zapoznać z twórczością fantasy autora "Pieśni dla Lyanny" i "Piaseczników" (ja zaliczam się do tej drugiej grupy i choć trzymam fantasy zwykle na odległość miecza to Martin tutaj pokazał że to też może być fajne - chociaż z drugiej strony pokazał też złe strony fantasy i to co mi się w niej niepodoba...)
Jeśli chodzi o wartość stricte literacką to jak mówiłem, zbiór nie powala, bo zaledwie połowa z prezentowanych opowiadań jest warta zainteresowania:
1) "Fan w czterech kolorach" (rozdział o absolutnych początkach pisarstwa, pisaniu do fanzinów itp.):
a) "Tylko dzieciaki boją się ciemności" - koszmar, komiksowa historyjka o superbohaterze, totalnie głupia i w grafomańskim stylu (ot, taka ciekawostka, mam tylko nadzieję że nie zwiększy się z jej powodu liczba smobójstw jak początkujacy pisarze zobaczą że nawet wielcy zaczynali kiepsko i zaczną sobie wyobrażać niewiadomo jakie kariery a później - d...)
b) "I śmierć jest jego dziedzictwem" - banalne w treści opowiadanie o wydźwięku politycznym
c) "Forteca" - nudne, ilustracyjne wręcz przedstawienie pewnego historycznego wydarzenia, opowiadanie jako zaliczenie pracy semestralnej na uniwerku
2) "Paskudny zawodowiec" (rozdział o pierwszych pieniądzach zarobionych na pisaniu):
a) "Bohater" - taka sobie wariacja na temat żołnierza przyszłości, wtórne
b) "Zjazd do San Breta" - rejony grozy, ale bardziej weird tales niż horror, nic nowego
c) "Mgły odpływają o świcie" - pierwsza perełka i pierwsze nominacje do nagród, znakomita historia o tym że ludzie wcale nie potrzebują zapełniać wszystkich białych plam na mapie i potrzebują zostawić jakieś pole dla wyobraźni
d) "Drugi rodzaj samotności" - zapewne poruszające będzie dla młodszych nastolatków, bo o rozterkach miłosnych, ucieczce od nieszczęścia itp., miało być też bardziej uniwersalni o tym że samotność może być także wśród ludzi, a nie tylko w pustce kosmosu na stacji, ale wyszło zbyt ckliwie i w sumie dla młodszego czytelnika
3) "Światło odległych gwiazd" (rozdział o pierwszych opowiadaniach sf i credo Martina na temat sf oraz spowiedź na temat przyczyn eksploracji gatunku):
a) "Pieśń dla Lyanny" - no tego chyba nie trzeba przedstawiać, gwiazda zbioru
b) "Droga krzyża i smoka" - nagradzane opowiadanie, znane, dobrze napisane, ale po głębszym zastanowieniu banalne w treści
c) "Nie wolno zabijać człowieka" - wciągajace ale zbyt ckliwe i oparte na oklepanym banale: cywilizowany fanatyk vs. szlachetny, pokojowy dzikus
d) "Wieża popiołów" - znów o nieszczęśliwej miłości i niezaleczonych ranach, w sam raz dla masochizujacych emo

e) "Kamienne miasto" - trochę zbyt chaotyczne i o skopanym zakończeniu, ale najlepiej wyraża Martina pęd do obcych fascynujących światów, których cała masa pojawia się w tle, prawdziwa kopalnia pomysłów
f) "Mroźne kwiaty" - bełkot, przeliryzowany i nudny, taka "babska fantastyka" w bardzo złym tego słowa znaczeniu
4. "Dziedzice żółwiowego zamku" (rozdział o początkach w fantasy, które wbrew powszechnemu mniemaniu następowały równolegle z sf):
a) "Pieśń samotności Larena Dorra" - amatorska nuda, biorąca co najgorsze z "Tylko dzieciaki..." (głupotę i niedostatki stylu...) i z "Mroźnych kwiatów" (przesadny liryzm i przerost formy nad treścią)
b) "Lodowy smok" - perełka, przepiękna bajka, bynajmniej nie dla dzieci, cudownie napisana i o wspaniałym klimacie
c) "Na odłączonych ziemiach" - znów świetnie konstruowany nastrój, ale fabuła trochę rozwlekła i w sumie opowiadanie o niczym
Trzeba przeczytać: "Pieśń dla Lyanny", "Lodowy smok", "Mgły odpływają o świcie". Można się zapoznać: "Na odłączonych ziemiach", "Droga krzyża i smoka", "Nie wolno zabijać człowieka", "Kamienne miasto", "Drugi rodzaj samotności". Reszta to tak naprawdę strata czasu, tylko z ciekawości jaką drogą szedł Martin w rozwoju swojego kunsztu.
Ogólnie: polecam, ale bardziej ze względu na autoprezentację w przedmowach niż na jakość opowiadań.